czwartek, 23 września 2021

Żółwin, mazowieckie

Z przeszłości

ŻÓŁWIN PRZYJĄŁ WYGNAŃCÓW

"Następna fala uchodźców, i już ostatnia, miała miejsce po upadku powstania. Napływ uchodźców był ogromny. Wędrowali drogami, miedzami i na przełaj przez pola. Wielu przeżyło okrucieństwa Zieleniaka i Pruszkowa. Sytuację pogarszał fakt, że wielu wygnańców, przede wszystkim kobiet i dzieci, nie posiadało żadnej ciepłej odzieży" – relacjonował Henryk Witaczek, dyrektor Centralnej Doświadczalnej Stacji Jedwabniczej w Milanówku (CDSJ), właściciel folwarku w Żółwinie.

Część uciekinierów znalazła schronienie w naszej wsi. Głównym organizatorem pomocy dla nich był Henryk Witaczek, który znacznie wcześniej przyjął wygnańców z Wielkopolski i kresów wschodnich. W pałacu i innych obiektach dworskich zabrakło miejsca dla nowych, dlatego – jak pisał Witaczek – "dla uchodźców z Warszawy zajęto na razie budynek drewniany starej szkoły. Jednocześnie przystąpiono do adaptacji będącego w budowie budynku nowej szkoły, którego mury wprawdzie były pokryte dachem, lecz brak było futryn, okien, drzwi i pieców. Ponieważ w CDSJ był specjalny wydział budowlany zatrudniający stałych robotników i zaopatrzony w duże zapasy materiałów budowlanych, udało się wykończyć wnętrze budynku jeszcze przed nastaniem mrozów. Ogółem we dworze, w dwóch budynkach szkolnych oraz w kilku pokojach podnajętych we wsi, pomieszczono 180 osób. Naturalnie warunki były prymitywne, gdyż nie było na razie łóżek w szkołach, ale było ciepło (opał bez ograniczeń), czyste podłogi, na nich była rozesłana gruba warstwa słomy. Później udało się nabyć w Zakładach Żyrardowskich większą ilość sienników. Nad zdrowiem wszystkich czuwał lekarz mieszkający stale we dworze, mający pod swoją opieką dosyć bogato wyposażoną w leki apteczkę. Wyżywienie było skromne, lecz zdrowe, przeważnie gęste jarzynowe zupy i kasze, wszystko kraszone słoniną, względnie olejem przesmażonym z cebulką. Chleb razowy prawie bez ograniczenia. Gotowanie obiadów odbywało się w dwóch wojskowych kuchniach polowych, stojących na podwóreczku przy dworze pod dachem. Skarg na wyżywienie nie było. (…) Jednocześnie z organizowaniem wyżywienia i mieszkania zorganizowano dwie szwalnie. Jedną w Milanówku na 20 maszyn, drugą w Żółwinie na 5 maszyn. (…) Cała produkcja szwalni była wydawana wyłącznie bezpłatnie indywidualnie uchodźcom i zbiorowo różnym instytucjom”.

Relację Henryka Witaczka potwierdzają opisy innych świadków wydarzeń, w tym lekarza Wieńczysława Dońskiego, który opiekował się uciekinierami: "Witaczek nie czekał aż go poproszono, lecz sam organizował ludziom pomoc, sam ich wyszukiwał po stodołach chłopskich, sam wyławiał chorych po wsi, sam przywoził do Żółwina staruszki i matki z dziećmi spotkane na drodze, wygnane z Warszawy".
Fragmenty tekstów pochodzą z pięciotomowego zbioru wydanego przez PIW w latach 90. "Exodus Warszawy. Ludzie i miasto po Powstaniu 1944"



skomentuj na FB

NIECH ZAKWITNĄ JABŁONIE

30.04.2021

Może nadszedł czas, by zamiast pochodzących z Ameryki tui sadzić swojskie jabłonki?

Żółwin 1992

18.12.2020

Na mapie topograficznej przedstawiającej Żółwin w 1992 r. (wydano ją w roku następnym) brakuje nazw ulic. One pojawiły się później. Na obecnej ul. Nadarzyńskiej, w pobliżu lasu, widnieje napis „Na Laski”, taki sam można odczytać na najbliższym Żółwinowi odcinku obecnej ul. Jana Pawła II w Podkowie.

ORANŻADA Z ŻÓŁWINA

26.02.2020

Otrzymaliśmy cenny i unikatowy prezent - cztery naklejki na butelki z napojami orzeźwiającymi wyprodukowanymi w latach 80. XX w. w Żółwinie.

ZNANA OKOLICA NA NIEZNANYCH MAPACH

Zarybie, Borowin, Sosnówka, Ołonka - te nazwy pojawiły się po podziale folwarków Żółwn i Koapana.

barometr

Jakie jest twoje ulubione miejsce spacerów?

podpatrzone


Żółwin
Żółwin

Żółwin pl - serwis internetowy mieszkańców Żółwina - © 2021 IKE - Usługi Literackie